Rozważania różańcowe

Droga przez Serce (rozważania z maja 2017r.)

Zwiastowanie Maryi

Na to przymierze z Bogiem ludzie czekali od tak dawna. W sercach ludzkich trwała jakaś wielka tęsknota człowieka za kimś, kto pokocha, będzie wierny, nie zrazi się i nie zostawi nas nigdy, nawet jeśli my zawiedziemy. To mądrość serca ludzkiego, wlana przez Ducha Świętego, ludzkie oczekiwanie na miłość Serca Bożego. Oczekiwali Go prorocy setki lat, prosząc o Mesjasza, który odkupi cały naród, podniesie wszystkich słabych, uleczy chorych i odnajdzie zagubionych, wzmocni wiarę ludu, wprowadzi lad, obroni... ale Zbawiciel pojawi się najpierw jako słabe Dziecko, którym należy się zaopiekować i odgadywać Jego potrzeby, okazać Mu serce.

To pierwsze przymierze serc dokonało się w malej miejscowości na prowincji, z nieznaną w świecie Maryją. To dar Serca Bożego, potrzebującego Matki, ziemskiego ojca, który będzie chronił, żywił, uczył, wprowadzał w świat. Tylko Bóg mógł wpaść na tak oryginalny pomysł - ludzie oczekiwali, że niebiosa cudownie spuszczą z góry mocnego bohatera...

Pierwsze zaproszenie do przyjęcia Zbawiciela otrzymuje para małżeńska, wybrana i przygotowana - wcielony Bóg potrzebuje rodziców. Czy to nie jest zaskakujące - Ten, który ma zbawić, nie pojawia się jako wielki, silny i niezwyciężony bohater, ale jako Dziecko male i bezradne, które wymaga wiele serca. Serce Maryi przyjmuje Go, nie widząc, nie znając, nie stawiając żadnych warunków, nie wymagając niczego dla siebie. Tak wielu ludzi wierzących czekało na Mesjasza szczegółowo sobie go wyobrażając jako wspaniałego i silnego, który wprowadzi rządy sprawiedliwe, zgodnie z ich marzeniami. Maryja Panna urnie przyjąć Boga, którym ma się opiekować w ciszy swego Serca. Jezus może się począć w Jej Sercu, ponieważ Ona oddaje Mu całą siebie i zgadza się, by Jej Serce było dyspozycyjne, otwarte, gotowe na Niego, chce przyjąć Boga Sercem Matki. On ma prawo być Jej Dzieckiem i oczekiwać Jej uważności, delikatności, pracy.

Jakiego Boga oczekujemy? W jaki sposób On chce do nas przyjść, kim chce być dla nas właśnie teraz?

Nawiedzenie św. Elżbiety

Najświętsza Panna stała się Matką Syna Bożego w sposób zupełnie niezrozumiały dla Niej samej, Jej najbliższych, całego otoczenia. Co i jak ma wyjaśnić poślubionemu już przecież Józefowi? Co powiedzą sąsiedzi i rodzina? Kto zrozumie Jej Serce? Zaproszono Ją, by zawarta z Bogiem przymierze jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne, tajemnicze i ukryte. Ludzie często nie rozumieją czyjegoś powołania, wydaje się im nielogiczne, niezrozumiale. Może czują, że sami mieliby lepszą receptę na czyjeś życie.

Młoda Panna przyjęta całym Sercem zapowiedzianego Syna, nikogo się nie radząc, nie zasięgając żadnych wskazówek, postanowiła nieodwołalnie być Matką Najsłodszego Serca Jezusa. Bóg sam stworzył człowieka i zna potrzeby, jakie drzemią w ludzkich sercach, wie, czego potrzebuje każdy, a zwłaszcza młoda matka w tak niezwykłej sytuacji. Anioł ma już przygotowaną propozycję od dobrego Ojca - delikatnie wskazuje na krewną o podobnym powołaniu - Elżbieta ma także zostać matką w sposób nieoczekiwany i cudowny, trudno zrozumiały dla otoczenia. Troskliwość Boża w ten sposób pomaga obu kobietom, mogą być dla siebie wsparciem i pomocą, łączy je zarówno wybór Boży, jak i przyszłość obu synów. Bóg wie, że Serce Matki Bożej potrzebuje bliskiej osoby, wsparcia, opieki, dobrego słowa, wspólnej modlitwy. Panna idzie tam, gdzie prowadzi Ją słowo anioła, znajduje otwarte serce św. Elżbiety, która przyjmuje i rozumie Serce Matki Bożej i wita Najsłodsze Serce Jezusa.

Otwórzmy i my nasze serca na potrzeby serc powołanych do służby Bożej, wspierajmy w ich sercach powołanie bliskie Sercu Jezusa. Niepokalana idzie, by wspierać i otrzymuje wsparcie.

Nawet jeśli nie rozumiemy czyjegoś powołania, nawet jeśli widzimy słabe strony tej osoby, nawet jeśli gorszy ona swe otoczenie - tym bardziej módlmy się dla niej o silę, wytrwałość, życie w prawdzie, miłości i radości Bożej. Prośmy o oczyszczenie uczuć i myśli, dziękujmy za laskę Bożą dla tej osoby, prośmy, by jej braki nie wstrzymywały ludzkiej wiary i cierpliwości. Módlmy się o dary Ducha Bożego dla nas i wszystkich naszych znajomych powołanych do służby Bożej.

Narodzenie Pana Jezusa

Matka Boża przyjęta Jezusa, nie widząc Go, uwierzyła, choć nie widziała. Teraz może zobaczyć Tego, którego przyjęta całym swym Najczystszym Sercem. Czy wygląda jak mocny Zbawiciel, którego wszyscy się spodziewali? Czy spełnia oczekiwania ludzi?

Maryja będzie się teraz uczyła o Niego dbać, karmić Go, ubierać, troszczyć się, pomagać, poznawać Go coraz bardziej. Przymierze obu Serc, raz podjęte szczerze, będzie wzrastać, pogłębiać się. Teraz Panna widzi Syna Bożego, który ma dokonać wielkich rzeczy - jako małego, bezradnego, którego trzeba okrywać i chronić. Wie, że czekają wiele lat, zanim będzie mogła zobaczyć praktyczną realizację obietnic Anioła. Na razie ma zająć się nie wielkimi planami, ale poznawaniem Jezusa i tym, co dobre dla Jezusa. Oddała w zwiastowaniu swe Serce Synowi Bożemu, teraz trzeba przygotowywać Mu dobre miejsce przy sobie, bezpieczne, wygodne, mile Jego Najsłodszemu Sercu.

Co to znaczy dać komuś dom? To umiejętność tworzenia dobrej codzienności, mnóstwa zwykłych codziennych czynności. Przyjęcie Serca Jezusa, pełnego majestatu, oznacza więc przyjęcie zwyczajności, życia w uwarunkowaniach konkretnej, tej właśnie epoki, aktualnego czasu, narzuconego otoczenia; oznacza szukanie Boga nie w marzeniach, nie w dalekich krajach czy w przyszłości, ale tui teraz, we własnym życiu takim, jakie jest. Jezus pojawił się najpierw w Sercu Maryi, potem dopiero w Betlejem. Nieskalane Serce Maryi dalej skupia swą uwagę na Jezusie, nie traci czasu na niezadowolenie czy rozważanie innych możliwości - przyjmuje wszystko, co się wydarza, dziękując za obecność Jezusa. Cierpliwe Serce Maryi Panny przyjmuje z całą ufnością wybór Boży - Ona sama z pewnością wybrałaby inne miejsce na narodziny dla Syna. Jednak miejsce skromne, ustronne, ciche, z dala od ciekawskich, w dyskrecji, przyjmuje jako wolę Bożą i cieszy się Synem. Święty Józef przyjmuje narodziny Syna, chroni Małżonkę i Dziecko, wspiera wspólnotę ich Serc. Sam wyznaczony i przygotowany na najbliższą Im osobę, dba o nich, uczestniczy w przymierzu, sam oddając siebie na potrzeby Maryi i Syna Bożego.

Czy my także pozwalamy Najsłodszemu Sercu Jezusa narodzić się w nas samych, i tam, gdzie chce być blisko nas? Czy zgadzamy się, że trzeba chronić nasze powołanie i o nie dbać?

Odnajdźmy się także i my w naszej epoce, w naszym kraju i naszym miejscu życia. To ten czas Bóg wybrał dla nas, przeznaczył nas, byśmy tu i teraz żyli, przyjmowali Jezusa w naszym sercu i dbali o Niego. Tu, gdzie jesteśmy, ma się rodzić Jezus - dla nas i dla innych, w tych warunkach, właśnie teraz. Czy zgadzamy się przyjąć male Dziecko Boże do naszego życia?

Ofiarowanie Pana Jezusa

Oczyszczenie Najświętszej Maryi Panny i ofiarowanie Syna to wielkie wydarzenie dla Najświętszej Rodziny. To stary, oczywisty obyczaj religijny, ważny nie tylko dla matek i dzieci, ojcowie także byli przy nim obecni. Święty Józef i Matka Boża przeżywają ofiarowanie Syna, do którego już są bardzo przywiązani, spędzają z Nim większość swego wolnego czasu, dla Niego pracują, codziennie się Nim opiekują, karmią Go i przytulają, mają dalej wychowywać i uczyć zwykłego życia. Jednocześnie oboje wiedzą, że to Syn Ojca w niebie i to Jego wola będzie kierować Ich ukochanym Dzieckiem. Syn Boży jest przecież Zbawicielem, tak oczekiwanym przez ludzi, przyszedł na świat dla ich zbawienia. To Ich Syn, ale też nie tylko Ich, dla nich, ale wcale nie tylko dla nich. To Serce, w którym Ojciec bardzo sobie upodobał i które pragnie przymierza z ludźmi.

Kto w dumie pobożnych wie, co przeżywają, kto się domyśla, kto cokolwiek rozumie? Opatrzność Boża przewidziała dla św. Józefa i Maryi spotkanie z Symeonem i Anną, którzy potwierdzają swą radością i obecnością Ich powołanie i misję Syna Bożego. To radosna chwila, która ma starczyć na długi czas - nadejdzie tak wiele długich lat dorastania małego Jezusa, życia w nowych miejscach; sporo nieznanych obyczajów, ciągle obcych ludzi, z którymi trzeba będzie żyć w zgodzie, jednocześnie zachowując tajemnice życia i powołania. Oboje ofiarowali się na to wszystko, nie znając żadnych szczegółów, przyjmując powołanie na ziemskich rodziców Syna Bożego.

Także teraz Najświętsza Panna i św. Józef znajdują się w tłumie ludzi. Pociecha i ostrzeżenie Symeona i Anny są dane w prezencie na daną chwilę, jednak nikt poza tym nie zna i nie rozumie tych zapowiedzi i wydarzeń. Pomyślmy - tak samo i my nie wiedzielibyśmy, co się dzieje; tak samo chyba nie jesteśmy świadomi powołania, świętości, modlitwy ludzi, którzy bywają kolo nas w kościele, w sąsiedztwie, w rodzinie. Z szacunkiem i cierpliwością przyjmujmy ludzi, których spotykamy - nie wiemy, jak ich Bóg prowadzi, jakie miejsce mają przy Chrystusie, jakie dary Duch Święty wlewa w ich serca. Patrzmy na nich jako na powołanych, jak i my, do bliskości Serca Bożego.

Odnalezienie Pana Jezusa w Świątyni

To radosna tajemnica - znaleziono Syna, jest już bezpieczny, nic się nie stało, wszystko w porządku... Jednak rozpoczyna się ona od niepewności, lęku i obaw. Przed chwilą jeszcze najdroższy Syn był obok, tak się zdawało, a teraz przecież już Go nie ma, przynajmniej blisko nie ma. Ale jeszcze tli się złudzenie czy nadzieja, że jest gdzieś niedaleko i za chwilę już będzie wszystko dobrze. Uczuć Najświętszej Panny Maryi i św. Józefa nie zrozumie ktoś, kto powtarza: jak można było do tego dopuścić?, trzeba było uważać... Jak to się mogło stać?

Nagła zmiana, nagła utrata zawsze będzie szokiem. Przyzwyczajamy się do tego, co uznajemy za trwale, oczywiste, wręcz naturalne. Wydaje nam się, że przecież nic się nie zmieni, będzie tak zawsze, jak byśmy chcieli. Szybka utrata zdrowia, pracy, dobrego sąsiedztwa może nas bardzo zaskoczyć, jeśli wydawało się nam wszystko stabilne i niezmienne. Może się zdarzyć jednak odwrotnie - gdy niepostrzeżenie tracimy kogoś, a gdy to zauważamy, jest już za późno. Jak łatwo stracić niepostrzeżenie kontakt z kimś, do kogo jesteśmy przyzwyczajeni! Jak łatwo stracić z oczu Jezusa!

Dla Józefa i Maryi to chwila próby także Ich wspólnej relacji. Zaskoczenie, niepokój, obawy, wyobraźnia podsuwa niebezpieczeństwa... Jak szybko można przejść do obwiniania siebie nawzajem! Czy Matka Boża nie mogłaby zarzucić mężowi i opiekunowi, że nie dość uważnie pilnował Syna, przecież Jej, Bożego? Ileż słów mogłoby paść niepotrzebnie, które zostają w pamięci i bolą. Jednak miłość i troska Niepokalanej o Syna nie dzieli, nie skłóca Jej z nikim. Nawet tak wielki lęk o Syna nie wprowadza gniewu, przerzucania winy, wybuchu. Rozważmy dobrze tę tajemnicę i przyjmijmy ją do serca - Nieskalane Serce szczerze wypowiada słowa: Ojciec Twój i ja z bólem szukaliśmy Ciebie... Przymierze serc pokonuje pokusy podziału i sporu.

Umieją pokornie szukać Jezusa i znaleźli Go. Jednak nic nie będzie już tak, jak było. Padają skowa, które zostaną głęboko w sercach, które uczą się poznawać Jezusa. On jest w sprawach Ojca, dla Niego najważniejsze będą sprawy Ojca. Jezus jest ściśle, całym swym Sercem oddany Rodzicom, jednak najważniejsze przymierze łączy Go z Ojcem w niebie.

Czy zgadzamy się być na drugim miejscu w bliskich nam sercach? Czy zgadzamy się, że pierwsze miejsce w każdym sercu powinny zajmować sprawy Ojca?

Źródło: Sekretariat Fatimski, Droga przez Serce, Ząbki 2016, s. 30-36. sekretariatfatimski.pl
x

Udostępnij rozważanie

Facebook Twitter
Mail Kopiuj link