Rozważania różańcowe

Droga przez Serce (rozważania z czerwca 2017r.)

Tajemnica modlitwy w Ogrójcu

Czy przyjmujemy dziś jako prezent rozważanie tajemnic bolesnych? Czy zgadzamy się, że takie tajemnice dotykają także i nas? Jeśli to dla nas kłopotliwe, jeśli pojawia się w nas obawa, to możemy zrozumieć także bardzo intymną tajemnicę Serca Jezusa, które ze względu na przymierze z nami ma być dla nieprawości naszych starte, ma się zgodzić na okropne, dotkliwe godziny, które prowadzą wyłącznie ku śmierci. Serce Jezusa ma przyjąć czas, który nie daje nadziei, jest to prosta ku trudnej śmierci. Nie ma wątpliwości, że to dla dobra świata, ludzi, nas wszystkich, naszych bliskich i nas samych. Jezus wie, że na to przyszedł, aby pełnić wolę Ojca i zbawić nas. Sam o tym czasie mówił, uprzedzał Apostołów, był przecież świadomy nadchodzących wydarzeń, przygotowany. A jednak - Jezus nie zachowuje się jak bohaterzy bez lęku i trwogi, nie może służyć przykładem jako osoba bez serca, uczuć i wyobraźni, która nie przewiduje własnego cierpienia. Jezus ma Serce naprawdę ludzkie, takie jak my. Jeśli boimy się trudnych sytuacji, bólu naszego i bliskich, dotkliwych cierpień, możemy znaleźć oparcie w Sercu Jezusa, w tej tajemnicy. Świętość i oddanie Bogu nie oznaczają kamiennego serca, odpornego i ślepego, nie niosą braku wrażliwości. Mamy prawo, jak Syn Boży, modlić się o usunięcie tego, co nas przeraża, przed czym chcielibyśmy uciec.

Wiemy, że Ojciec zestal Synowi Anioła pocieszenia. Nie oznacza to jednak, że ból i cierpienie zostaną usunięte. Jezus zresztą tego nie oczekiwał. On sam zna Ojca iwie, że wola Ojca jest dobra, nawet jeśli nie odpowiada naszym marzeniom i pragnieniom danej chwili. Syn ma zaufanie do Ojca i nie chce sam kierować światem i życiem, wszystko powierza miłosierdziu i mądrości Bożej.

Jeśli nam ciężko, bądźmy blisko Serca Jezusa. Jeżeli ciężko naszym bliskim, bądźmy blisko Serca Jezusa i Maryi, także Ona wiernie i ufnie zgadzała się na ból Serca Syna, choć sama na pewno z radością odsunęłaby wszelkie cierpienie od ukochanego Dziecka. Módlmy się za matki dzieci cierpiących, nieuleczalnie chorych, prośmy o silę i wiarę dla nich.

Tajemnica biczowania Pana Jezusa

Bicie bezbronnego Jezusa trudno nam sobie wyobrazić. Dla nas to straszna kara, której sąd dziś nie stosuje w naszym kraju ani cywilizacji; kiedyś chłostę, mniej lub bardziej dotkliwą, uznawano za podstawową karę. Tak karano przestępców ułaskawionych od kary śmierci, choć nieraz i biczowanie powodowało tak wielkie uszkodzenia ciała, że skazaniec umierał w parę dni później lub zostawał kaleką. Jezus będzie musiał jeszcze dojść z ciężarem na miejsce wyroku. Serce Jezusa, dla nieprawości naszych starte, aż do śmierci posłuszne, zgadza się na wszystko, na każde uderzenie rozrywające ciało. Mógłby przecież w każdej chwili przerwać swą mocą tę udrękę, ale znosi ją w imię naszego zbawienia. Nie traci zaufania do Ojca w niebie, wytrzymuje bez obwiniania kogokolwiek, bez gniewu.

To straszna sytuacja, byłoby nam trudno patrzeć na takie rosnące cierpienie. Niektórzy z nas zbyt dobrze znają ból narastający, długie cierpienie, które można porównać do biczowania. To naturalne, że odruchowo większość z nas woli wyobrazić sobie siebie w roli niewiast płaczących, Szymona Cyrenejczyka, widzów współczujących. Jednak może i my byliśmy przyczyną niepotrzebnego cierpienia?

Najstraszniejsze, że wymierzanie kary, choć było obowiązkiem żołnierzy, nieraz budziło zadowolenie zarówno wykonawców, jak i widzów. Do dziś zdarza się, że są ludzie znajdujący upodobanie w przyglądaniu się upokarzaniu innych, zadawaniu bólu, sprawianiu cierpień, nieraz z wewnętrznym usprawiedliwieniem, że kara jest słuszna, że się należy.

Módlmy się za wszystkich skazanych, także słusznie skazanych. Prośmy o ich serca, by nie upadały, nie zamykały się w gniewie czy rozżaleniu. Prośmy, by kara nie prowadziła do zatwardziałości serca. Prośmy o bliskość serc skazańców z cierpiącym Sercem Jezusa i Maryi. Oddawajmy Jezusowi i Matce Bożej serca matek skazańców. Prośmy o wsparcie ich w tak bezgranicznie trudnej sytuacji. Módlmy się za nas samych, by nasze serca były blisko cierpiącej Matki dręczonego Skazańca.

Tajemnica cierniem ukoronowania

Po co takie dziwne wydarzenie? Nie było go w wyroku na Jezusa, nie zalecił go Piłat, nie oczekiwał dum. Prawo nie przewidywało takiej kary. Skazaniec mógł być biczowany do konkretnej liczby uderzeń przewidzianych przez prawo. Można było skazać na śmierć. Trudno oczekiwać delikatności i uprzejmości przy wykonywaniu kolejnych wyroków, być może obojętność była nawet wyuczoną formą samoobrony żołnierzy; skoro wydawano im rozkazy, musieli je wypełniać, inaczej sami byliby ukarani. Jednak koronowania cierniem nikt nie inspirował - to osobisty pomysł wykonawców. Taka okrutna rozrywka, kpina bolesna fizycznie i duchowo. Dodatkowe, przez nikogo przecież niezlecone, wręcz nadużycie. Zobaczmy, jak wiele różnych osób chce sprawić ból Jezusowi, który nikogo nie skrzywdził. Jakaś część Sanhedrynu, jakiś tłum przypadkowych przecież ludzi, żołnierze, którzy prawdopodobnie go nie znali lub ledwie kojarzyli. Po co więc to dodatkowe, niepotrzebne wymierzanie rany? Może zadziałały jakieś niechęci żołnierzy wobec Żydów, może zwykła ludzka bezmyślność i przyzwyczajenie do zadawania bólu? Może nie znali innych rozrywek, a tu czuli się silni i dominujący? Wyraźnie liczyli na bezkarność, nikt nie mógł ująć się za skazańcem, nikt nie pilnował ani nie chronił więźnia. Widać tu szczególny pomysł. Skoro nazywano Skazańca królem żydowskim, dają mu koronę, znak władzy czy godności, ale niosący rany i upokarzający. Jednak nawet w tym okropnym wydarzeniu widać pewną symbolikę - rzeczywiście, władza królewska Jezusa jest bolesna dla Niego. Jego Serce jest zranione na wszystkie możliwe sposoby, opuszczone i wykpione, wyśmiane i upokorzone.

Może pamiętamy, jak z nas kpiono, jakieś złośliwe uwagi, opakowane w pozornie uprzejme zdania, pozorne pochwały... które bolą, rozrywają serce. Może sami uczestniczyliśmy, choćby jako widzowie i słuchacze, w wykpiwaniu kogoś, kto nagle nie był chroniony, nie miał już żadnego poparcia.

Módlmy się za wszystkich chrześcijan, którzy są prześladowani, wykpiwani i wyśmiewani, boleśnie upokarzani jako dzieci Boże, jako wierzący w Chrystusa. Módlmy się za matki prześladowanych. Prośmy o ich mocne przymierze serca z Najsłodszym, cierpiącym Sercem Jezusa i Nieskalanym Sercem Matki, współcierpiącej z tak okrutnie traktowanym Synem.

Tajemnica niesienia krzyża

Niesienie krzyża to zgoda na przyjęcie na siebie ciężaru ponad sity, który będzie dolegał, będzie nas przygniatał i bolał coraz bardziej; będzie znakiem naszej hańby, wstydliwym, widocznym znakiem, który izoluje nas od otoczenia. Niesienie krzyża to dobry obraz cierpienia, którego nie da się ukryć ani udać, że go nie ma; idziemy z nim niby wśród ludzi, a jednak obok nich; samotni, jednocześnie w dumie, jako ktoś naznaczony, wyjęty spośród innych. Znak krzyża - cierpienia nieeleganckiego, nie do uzdrowienia, nie do zakończenia, tak przykry dla zwykłego widza, od którego się oczy odwraca, bo niemiło aż spojrzeć. Trudno mieć za złe ludziom, że coś się w nich buntuje i wzdraga przed czymś tak okropnym.

Wstyd się nawet przyznać do Człowieka niosącego takie cierpienie - kto Go otacza? Znikli uzdrowieni, nie ma wskrzeszonych, gdzie są ci, co z Nim chleb jedli i ryby dzielili? Gdzie zachwyceni, skupieni słuchacze? Mężczyzna niosący krzyż wygląda tak, że wielu twarz odwraca i zakrywa, prosta wrażliwość wielu ludziom tak nakazuje, nie mogą znieść Jego widoku. Pomóc nie można, w ludziach wzrasta chęć ucieczki, zajęcia się swoimi sprawami. Niewielu podchodzi do niosącego wstrętne narzędzie męki, udręczonego, zawstydzanego, który się przecież może sam doprowadził do takiej sytuacji... Parę osób wyraża współczucie, a pomocnik zostaje przymuszony. Wielu z nas zna samotność cierpienia.

Także Matka pomóc nie może. Jak to jest być Matką udręczonego, zbitego, zakrwawionego, przewracającego się Skazańca? Samotność Matki już nie Uzdrowiciela, nie Cudotwórcy, nie Nauczyciela, ale Więźnia, prowadzonego na śmierć przez miasto. To już nie zachwyt tłumu, nie rzesze karmionych i słuchających, ale wstyd, ból, może ukradkiem rzucane spojrzenia z boku, oto Matka Ukaranego... Jezus niesie do końca narzędzie męki, zgadza się wytrzymać do końca. Dźwiga ciężar, który ma mu na koniec jeszcze zadać rany rozrywające ciało, doprowadzi do śmierci. Serce Matki domyśla się, odczuwa, współcierpi razem z Sercem Syna. Nie może w żaden sposób przerwać tej męki.

Módlmy się dziś za chorych, dźwigających krzyż wstydliwej, dolegliwej choroby nie do uleczenia. Módlmy się za serca rodziców dzieci chorych, pogardzanych, obwinianych, oskarżanych, mijanych obojętnie. Dziś niech gorąca modlitwa nasza ogarnia szpitale, domy opieki, domy chorych, hospicja...

Tajemnica śmierci Pana Jezusa na krzyżu

Na krzyżu wisi Jezus - jak niewielu ludzi zechciało Mu towarzyszyć w tym strasznym momencie! Matka Boża nic nie może pomóc, jedynie wiara i miłość podtrzymuje Jej sity. Jezus jest już tak zbity, osłabiony, udręczony, że wątpliwe, czy by przeżył, nawet gdyby Go w tym momencie wypuszczono na wolność. Nie ma już odwrotu. Czeka Go jednak jeszcze kolejna porcja cierpień, nie może po prostu umrzeć, jeszcze czeka Go przybijanie do krzyża, jeszcze agonia. Serce pełne litości, miłosierdzia dla innych, zachowało jednak swą hojność, łaskawość, życzliwość dla ludzi. Sam umierający, obolały, zauważa obok siebie skruszonego skazańca, który nie buntuje się przeciw okrutnemu wyrokowi, nie zrzuca winy na nikogo. Wielu ludzi niezależnie od wyroku sądu i kary jest przekonanych o swej niewinności, okolicznościach łagodzących, widzi bardziej winnych od siebie i oskarża sędziów o niesprawiedliwość. Wielu nawet się nie zastanawia nad kwestią winy, kary i odpłaty, tylko wykrzykuje swój ból lub obraża innych, by ulżyć swym uczuciom.

Jednak skazaniec nie zachowuje się jak wielu, czy nawet większość. Mimo własnego cierpienia, wstydu, hańby i bolesnej śmierci umie rozpoznać Jezusa, ocenić właściwie sytuację własną. Już samo to byłoby mocnym dowodem jego umiejętności oceny siebie i innych. Jednak skazaniec okazuje się pierwszym z grzeszników, którzy przyjmują owoce cierpienia Chrystusa na krzyżu. Czy to nie zdumiewające, że człowiek winien poważnych przestępstw i już skazany wyznaje w bólu wiarę w Chrystusa jako Mesjasza, mocnego, pewnego Zbawiciela? Umie dostrzec w zakrwawionym, zbitym i bezwładnym, przybitym i na śmierć skazanym swego Odkupiciela, doskonałego Pośrednika, który jest w stanie w jednej chwili, z laski, okazać mu miłosierdzie. Jak wielka wiara, jak wielkie zaufanie, jak niesamowita mądrość! Wielu widziało cuda i nie uwierzyło, a tu człowiek cierpiący, nie widząc zupełnie żadnych przejawów mocy, niezłomnie jest przekonany o wielkich możliwościach Umierającego!

Oto człowiek, który wykorzystał jedną chwilę, jaką miał do dyspozycji, by uratować siebie i zapewnić sobie wielkie błogosławieństwo, to nauczyciel wiary, pokory, pokuty i zaufania. Jezus przyjmuje to grzeszne, otwarte serce całym Sercem otwartym dla grzeszników. Jego obietnica jest mocna i pewna. Módlmy się za konających, prośmy o otwarcie ich serca w ostatniej godzinie życia.

Źródło: Sekretariat Fatimski, Droga przez Serce, Ząbki 2016, s. 46-52. sekretariatfatimski.pl
x

Udostępnij rozważanie

Facebook Twitter
Mail Kopiuj link