Rozważania różańcowe

Abp Fulton Sheen wobec tajemnic bolesnych

Tajemnica modlitwy w Ogrójcu

Podobnie jak życzliwy człowiek próbuje w obliczu bólu ulżyć cierpieniom swego przyjaciela, tak dobroć w obliczu zła przyjmuje na siebie karę, na którą zło zasłużyło. Każda matka, gdyby tylko mogła, wzięłaby na siebie ból swojego dziecka. Ojciec spłaca długi wyrodnego syna, jak gdyby były to jego własne długi. Nasz Pan, choć nie był winien żadnego grzechu, w swej agonii w Ogrójcu zgodził się odczuć wewnętrzne skutki grzechu, zaś na Krzyżu doświadczył też jego zewnętrznych skutków. Tymi skutkami wewnętrznymi były smutek, strach i poczucie osamotnienia, jak mówi psalm: Na współczującego czekałem, ale go nie było (Ps 69, 21).

Chrystus pozwolił, by Jego głowa odczuła bluźnierstwa, jak gdyby wypowiedziały je Jego własne usta; pozwolił, by Jego dłonie odczuły grzech kradzieży, jak gdyby On sam ukradł; pozwolił, by Jego Ciało odczuło winę pohańbienia, jak gdyby samo było jego przyczyną. Niewinność zna grzech lepiej od człowieka winnego, ponieważ ludzie winni są już częścią grzechu.

Grzech znajduje się we krwi. Pijak, libertyn i tyran mają grzech wyryty nie tylko w swej duszy, lecz także w mózgu, w komórkach swego ciała i w wyrazie twarzy. Dlatego, jeśli grzech jest we krwi, krew musi być przelana, aby odpokutować grzech. Nasz Pan nigdy nie pragnął, aby na odkupienie grzechów miała być przelana jakakolwiek inna krew niż Jego własna. Ponieważ ludzie nie przyzywają Krwi Chrystusa na odkupienie swoich grzechów, znajdujemy się obecnie w stanie wojny, przelewając nawzajem własną krew.

Agonia w Ogrójcu nie jest tryumfem planów i intryg snutych przez zdrajców i wrogów; została ona dopuszczona na mocy Boskiego dekretu: to jest wasza godzina (Łk 22, 53). Szatan ma swą godzinę, lecz Bóg ma swój dzień!

Tajemnica biczowania Pana Jezusa

Siedem stuleci wcześniej zostało zapowiedziane, że nasz Pan zostanie tak zraniony za nasze grzechy, że uznamy Go za skazańca, chłostanego przez Boga i zdeptanego (Iz 53, 4-5). Nadszedł czas, aby to proroctwo się wypełniło. Wszechmoc zostaje przywiązana do słupa w godzinie swojej śmierci, podobnie jak została owinięta w pieluszki w godzinie swego narodzenia.

Biczowanie przy słupie musiało być okrutne, ponieważ za każdym razem, gdy nasz Pan zapowiadał swą mękę, zawsze czynił szczególną wzmiankę na temat swego biczowania, jak gdyby chciał podkreślić okropność swego cierpienia. Po Zmartwychwstaniu święty Piotr, wspominając moment, w którym stal na zewnętrznym dziedzińcu, słuchając jak bicz opada na Ciało Chrystusa, i słysząc zarazem, że nasz Pan nie wydobył z siebie żadnej skargi, napisał: On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził (1 P 2, 23).

Biczowanie jest aktem wynagrodzenia za nadmierny kult ciała. Ciało jest dla Pana (1 Kor 6, 13). Czyniąc zadość za grzech samo-pobłażania, Jego Ciało, niczym druga Arka Przymierza, zostaje obnażona przed bluźnierczym wzrokiem; Oblubieniec dusz staje się igraszką dla prześmiewców. Nikt nie wie, ile razów otrzymał. Prorok przepowiedział, że zostanie tak ubiczowany, iż policzone będą kości Jego ciała. Jego światło nas oświeca, a w Jego pręgach jest nasze zbawienie.

Tajemnica cierniem ukoronowania

Podobnie jak biczowanie było wynagrodzeniem za grzechy ciała, tak ukoronowanie cierniem było odpokutowaniem za grzechy umysłu – za ateistów, którzy chcieliby, aby nie było Boga, za wątpiących, którym własne złe życie przesłania myślenie, za egoistów skoncentrowanych na samych sobie.

Żołnierze przeklinali, gdy ciernie kłuły ich w palce. A później przeklinali Pana, gdy wciskali na Jego głowę koronę cierniową, szyderstwo z królewskiego diademu. Wręczyli Mu trzcinę, symbol Jego królestwa, uznawanego za fałszywe i nietrwałe niczym trzcina. Jego Ciało, już zwisające z Niego niczym purpurowe strzępy, zostało okryte purpurową szatą, by wyśmiać Jego roszczenie do królowania nad sercami i narodami. Zawiązując Mu oczy, bili Go, każąc Mu prorokować i zgadywać, kto zadał Mu cios. A potem kłaniali się przed Nim w szyderczym hołdzie, plując Mu w twarz, aby wszyscy męczennicy na świecie mogli zachować odwagę w godzinie swego męczeństwa.

W tej Tajemnicy wypełnia się prawda ostrzeżenia naszego Zbawiciela: Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi (J 15, 18-19). Jeśli ktoś spodziewa się, że zachowa swą wiarę i uchroni się przed szyderstwem świata to, albo jest słaby w swej wierze, albo nie jest wystarczająco odważny w dobroci, by przyjąć na siebie prześmiewcze zniewagi drugiej purpurowej szaty i zadającego tortury wieńca cierniowego.

Tajemnica niesienia krzyża

Każdy krzyż łatwo by było dźwigać, gdybyśmy tylko mogli go do siebie dopasować. Krzyż naszego Pana nie został stworzony przez Niego, lecz dla Niego. Krzyże i cierpienia spadają na nasze barki. Ich akceptacja czyni je naszymi własnymi. Nasz Pan powiedział nawet, że w tygodniu będzie co najmniej siedem krzyży: co dnia bierz krzyż swój i naśladuj Mnie (Łk 9, 23).

Istnieją dwa rodzaje krzyży: czyste krzyże, które pochodzą z zewnątrz, np. ból, prześladowanie i szyderstwo, oraz krzyże wewnętrzne lub nieczyste, które są skutkiem naszych grzechów. Są nimi: smutek, rozpacz i nieszczęście. Tych ostatnich krzyży można uniknąć. Powstają one w efekcie sprzeciwienia się woli Boga. Pionowa belka krzyża symbolizuje wolę Boga; belka poprzeczna reprezentuje naszą wolę. Gdy jedna wola skrzyżuje się z drugą, otrzymujemy krzyż.

Nasz Pan nigdy nie obiecał, że będziemy bez krzyża; obiecał jedynie, że krzyż nigdy nas nie pokona. Święty Piotr tak umiłował krzyż, że gdy nadszedł czas jego egzekucji, poprosił, by go ukrzyżowano do góry nogami.

Niech Ten, w którym nie znaleziono żadnej winy, poza nadmierną miłością, sprawi że znienawidzimy ciężar grzechu, który przysporzył Mu krzyża. Cały krzyż dźwigany w zjednoczeniu z Jego wolą i po Jego śladach jest łatwiejszy do zniesienia niż drzazgi, przeciw którym się buntujemy.

Tajemnica śmierci Pana Jezusa na krzyżu

Nasz Pan spędził trzydzieści lat w posłuszeństwie, trzy lata poświęcił na nauczanie, trzy godziny zajęło Mu dzieło odkupienia. Lecz w jaki sposób nas odkupił? Przypuśćmy, że złoty kielich został skradziony z ołtarza, a następnie został przetopiony na wielką popielniczkę. Zanim owo złoto powróci na ołtarz, musi być wrzucone do ognia, w którym wypali się wszelka nieczystość; następnie kielich musi zostać wytopiony na nowo, pobłogosławiony i dopiero wtedy przywrócony do sakralnego użytku.

Grzeszny człowiek przypomina taki kielich, który zaczął być używany do bluźnierczych celów. Utracił swe podobieństwo do Boga i swoje doniosłe przeznaczenie jako dziecko Boga. Dlatego nasz Pan przyjął ludzką naturę, by reprezentować nas wszystkich; wrzucił ją w płomienie Kalwarii, by wypalić i usunąć wszelką nieczystość. Później, powstając z martwych, stał się nową Głową nowej ludzkości, na której to Głowie wszyscy mamy się wzorować.

Krzyż dowodzi, że dopóki w naszym życiu nie będzie Wielkiego Piątku, nigdy nie będzie w nim Niedzieli Wielkanocnej. Jeśli nie będzie w nim korony cierniowej, nigdy nie dostąpimy świetlistej aureoli. Bez ubiczowanego ciała nie będzie ciała wyniesionego do chwały. Śmierć niższego ego jest warunkiem zmartwychwstania wyższego ja.

Świat mówi do nas, tak jak mówił do Niego na Krzyżu: Zejdź, a uwierzymy. Lecz gdyby Chrystus zszedł z Krzyża, nigdy by nas nie zbawił. Jest rzeczą ludzką zejść z krzyża; Boską rzeczą jest wisieć na nim.

O, Zbawicielu Świata, złamane serce jest najlepszą kolebką miłości! Uderz w moje serce, jak Mojżesz uderzył w skałę, aby wdarła się w nie Twoja miłość!

Źródło: abp. Fulton Sheen, Różaniec Święty, WDS, Sandomierz 2019
x

Udostępnij rozważanie

Facebook Twitter
Mail Kopiuj link